Jak Małecki Ntibazonkizę skomplementował

Zupełnie nie rozumiemy nagonki na Patryka Małeckiego, która stała się udziałem poniedziałkowych mediów. Jest rzeczą zupełnie oczywistą, że Patryk jest człowiekiem niezwykle miłym i wrażliwym wobec rywali na boisku i chciał swojego przyjaciela z Burundi skomplementować.
A było to tak:
Po tym jak niedawno Robert Maaskant stwierdził, że mówi po polsku lepiej niż Patryk Małecki po angielsku, dochodzimy do wniosku, że ambitny piłkarz (tego chyba nikt mu nie odmówi!) wziął się ostatnio za skrypty, słówka, idiomy, phrasale i inne pierdoły i zaczął się na poważnie uczyć. - Meine Name ist Patryk Małecki - wyrecytował kolegom na treningu z zadowoleniem pierwszego dnia nauki, ale niestety dowiedział się, że to po niemiecku i że kupił złą książkę.
Kiedy już otrzymał z księgarni pod klubem właściwy podręcznik, wziął się za akcent - no bo co on będzie jak Wojciech Olejniczak albo inny Grzegorz Lato - podstawa to dobra wymowa. Dlatego Patryk pooglądał wszystkie youtube'y z Dżoeną Krupą i rozpoczął od prostych konwersacji z Maaskantem.
"Yeah but crack oh yeah" (tak, crack jest szkodliwy, czyt. Je bać Crac ov ię) - odpowiedział krakowskim dziennikarzom na pytanie o szkodliwość narkotyków przed meczem.
Potem było tylko lepiej: "Train ash eeee, nay pee wham" (tren erz eeee nie pi łem) powiedział rano gdy był zmęczony, bo przez całą noc kopał piłkę (aż popiół z niego został) i słuchał starych nagrań George'a Michaela żeby nie zasnąć jak już tak ciężko trenował.
No i na koniec sytuacja z Ntibazonkizą. No przecież nie będzie do Burundyjczyka po polsku gadał, więc wykorzystał swoją nowonabytą angielszczyznę. Charm ooo whoah yeah bunny - uroczy ohoho króliczku! - tak właśnie wyraził się Małecki wobec Ntibazonkizy. Nie dość, że powiedział wobec Burundyjczyka coś miłego, to jeszcze zaprotestował przeciwko szkodliwym stereotypom wobec homoseksualistów.
Jemu nie karę, jemu nagrodę fair play!














